Caveman regimen sposobem na cerę idealną?

Idealnie gładka, aksamitna, bez żadnych niepodzianek, rozszerzonych naczynek, przebarwień i trądzika cera – czyż nie jest marzeniem każdego z nas? Otóż jest i nie ma co się oszukiwać. Dlatego też odkąd pamiętam szukam na to sposobu i wypróbowałam pewien sposób, który w Polsce nie jest jeszcze zbyt znany a mianowicie caveman regimen co w tłumaczeniu znaczy mniej więcej tryb jaskiniowca. W artykule chcę przybliżyć ten trend, który stosowany jest w pielęgnacji skóry twarzy a raczej hmm 😉 jej braku. Nie będę gołosłowna i nie zamierzam zmyślać gdyż skrupulatnie stosowałam się do niego przez calutki miesiąc a obecnie wdrożyłam do swojego codziennego życia z pewnymi modyfikacjami. Zapraszam więc do relacji z eksperymentu, który przeprowadziłam na sobie a efekty przerosły moje oczekiwania.

Jak już wspominałam na wstępie, na polskich stronach i forach niewiele jest na ten temat. Więcej można znaleźć na zagranicznych portalach. Wiele jest również ciekawych filmików sprzed i po przejściu reżimu jaskiniowca. Ów ciekawy i kontrowersyjny zarazem sposób polega na zaprzestaniu wszelkiej ingerencji w skórę twarzy co najmniej przez 1 miesiąc. Chodzi o nie ruszanie twarzy w ogóle ale żeby było jeszcze pikantniej w wersji hardcorowej /którą ja właśnie testowałam/ również o zaprzestanie mycia na co najmiej 1 miesiąc!  Brzmi to być może przerażająco jednak w rzeczywistości nie jest tak źle.

Jak wiemy /domniemywam, że przynajmniej większość 😉 / skóra ludzka odnawia się średnio co 28 dni. Tradycyjna metoda pielęgnacji narzuca np. stosowanie peelingów czyli brutalne zdzieranie niby martwego? naskórka CO NAJMNIEJ RAZ NA TYDZIEŃ. Praktykowałam to jeszcze kilka miesięcy temu i dziwiłam się dlaczego stan mojej cery się pogarsza. Pewne działania człowiek rewiduje jak już faktycznie jest źle. A tak było w moim przypadku. Mimo, że zlikwidowałam wszelką chemią do smarowania twarzy i przerzuciłam się wyłącznie na naturalne produkty to i tak nie było jak chciałam. Organiczne oleje i masła również mogą powodować podrażnienia. Metodą prób i błędów dopasowałam sobie jako jedyne z maseł i olejów, które mi służy a mianowicie masło shea oraz serum z witaminą C również organiczne. Nadal jednak miałam przesuszoną skórę, czerwone plamy, suche placki i jakąś taką drobną wysypkę na czole i bokach policzków.

Oczywiście myłam twarz skrupulatnie dwa razy dziennie delikatnym żelem bez SLS lub olejkiem organicznym oraz systematycznie raz na tydzień robiłam sobie delikatne enzymatyczny, naturalny peeling z bromelainą. No nic szukałam nadal i w taki to oto sposób natknęłam się na metodę leczenia trądzika i problemów skórnych poprzez caveman regimen czyli zaprzestanie ingerencji w naturalną ochronną warstwę lipidową naskórka co najmniej przez miesiąc aby ta warstwa niszczona przez lata zdołała się odbudować i mogła spełniać swoją funkcję nadaną jej przez naturę. Skutecznie, przez całe życie staramy się tłamsić naturalne przeznaczenie skóry przez durne zabiegi, które zamiast wspomagać ją niszczą  a koncernom kosmetycznym przynoszą niebagatelne zyski. Podobnie ma się z resztą sprawa z truciem nieświadomego społeczeństwa przez koncerny farmaceutyczne ale to już trochę inne zagadnienie.

Ponoć skóra na twarzy mężczyzn jest grubsza a zmarszczki pojawiają się później i nie są tak widoczne jak u kobiet. Pomyślałam więc sobie, że to wcale może nie jest regułą. Mężczyźni mają w wielkim poważaniu jakieś kremy, peelingi często zapomną o umyciu twarzy a jeśli już myją to wyłącznie samą wodą, żadnych żeli, ceregieli, pierdół. To mnie przekonało do przeprowadzenia gruntownego detoksu skóry twarzy od wszystkiego, chemicznego czy nie. I tak zaprzestałam robić cokolwiek przy swojej buzi przez miesiąc. Owszem czasem pomalowałam oczy, rzęsy ale zmywałam wyłącznie te okolice. Wszelki pudry, fluidy, kremiki, olejki, peelingi, żele itp. poszły w kąt.

Podstawowe założenia trybu jaskiniowca w wersji hardcorowej to:

  • nie myjemy twarzy niczym przez co najmniej miesiąc /resztę ciała myjemy jak dotąd-caveman regimen dotyczy tylko i wyłącznie twarzy/
  • nie smarujemy niczym co najmniej miesiąc
  • nie dotykamy twarzy rękoma /trzeba się odzwyczaić/
  • włosy staramy się myć tak aby nie moczyć twarzy /da radę, ja mam bardzo długie i baaardzo gęste włosiska i dałam radę bez problemu/
  • żadnego fluidu, podkładów, pudrów NIC /jeśli robimy makijaż oczu czy ust to zmywamy ostrożnie tylko te okolice/
  • nie boimy się wychodzić z domu 🙂

caveman regimen

Wersja łagodniejsza pozwala na mycie twarzy jak mamy taką potrzebę samą wodą najlepiej miękką, przegotowaną.  Reszta pozostaje taka sama jak w powyższym hard core. Lepiej jej nie modyfikować nadmiernie bo nie będzie to już trybem jaskiniowca i skutki mogą być inne albo żadne.

Poniżej relacja z każdego tygodnia jak to stan mojej skóry twarzy ulegał zmianom:

1 tydzień caveman regimen

Już na trzeci dzień niemycia twarzy odczułam ulgę, drobna wysypka po prostu zniknęła. Problemem było dla mnie wyjście z domu bez nałożonego podkładu ale stwierdziłam, że leży on raczej po stronie psychicznej więc jakoś się przekonałam. Pierwszy raz był najgorszy, potem nie zwracałam na to uwagi. Cera była uspokojona i ładna jak nigdy więc zmotywowało mnie to do dalszego testowania. Nie mam tłustej skóry więc wydzielanie sebum to dla mojej przesuszonej skóry wręcz zbawienie. Niestety skutecznie pozbawiłam jej tej możliwości nadmiernie okaleczając i wysuszając ją przez lata. W przypadku tłustej cery zjawisko nadprodukcji sebum może mieć miejsce ale to tylko konieczny szczebel do unormowania pracy gruczołów łojowych. Wielu ludzi wyleczyło w ten sposób oporny trądzik więc coś jest na rzeczy. No nic ponoć najgorzej jest po drugim tygodniu…

2 tydzień caveman regimen

Nic złego się nie działo. Cera spokojna ale też i sucha, żadnego wydzielania sebum. Myślałam, że będzie tłusto a tu nic. Zabiłam swoje gruczoły łojowe w skórze, ta myśl była straszna bo oto od teraz zacznę się szybko starzeć, zgroza!! 😉 Naczytałam się, że jest bardzo tłusto a u mnie nic. Jeśli wydzielina łojowa zbyt nam przeszkadza można przycisnąć delikatnie czystą chusteczkę higieniczną, bibułkę, cokolwiek aby było jałowe żeby pozbyć się nadmiaru sebum. Ja takiego problemu nie miałam. Zaczęła mi się robić też skorupka na twarzy ale tak to ma właśnie wyglądać. Absolutnie nie wolno jej zdzierać ani ruszać. Pod ta skorupką tworzy się nowa warstwa skóry ta piękna i gładka właśnie 🙂 . Tak się motywowałam dalej.

3 tydzień caveman regimen

Coraz większa skorupa. Pod palcami szorstka i nieprzyjemna. Z bliska natomiast wyglądało to jak spalona słońcem skóra. Nie było to ładne niestety. Z dnia na dzień martwego naskórka przybywało w tempie błyskawicznym, stwierdziłam więc że pod ta warstwą coś musi szaleć ale tak to miało przebiegać. Zaskórniki stały się bardziej widoczne lecz to też było normalne. Skóra zaczęła się oczyszczać i regulować swoje funkcje. Nadal nic nie robiłam, choć miałam nie raz chwile kryzysu. Jakoś udało mi się jednak go pokonać, za co jestem wdzięczna sile wyższej 🙂 . Nie wychodziły mi natomiast żadne niespodzianki typu krostki, pryszcze czy coś w ten deseń. Nic – mimo, że nie myłam buzi. Tak więc te wszystkie bakterie jakoś nie miały dostępu do skóry aby ją atakować. Więc następny mit obaliłam jakoby przy trądziku trzeba się myć prawie do zmycia skóry aby nie dać bakteriom pola do popisu. A właśnie przez takie bezmyślne działania pozbawiamy skórę bariery ochronnej przez co bakterie mogą sobie baraszkować do woli. Ta skorupa skutecznie zamknęła drogę nieproszonym gościom. Następny punkt skutecznej motywacji i trwam nadal swoim postanowieniu.

4 tydzień caveman regimen

Nastąpił nareszcie 4 ostatni tydzień mojego detoksu twarzy. Faktycznie stałam się i czułam jak jaskiniowiec 🙂 . Twarz w końcu nie odróżniała się kolorytem od reszty ciała a zawsze była od niego jaśniejsza. W końcu stałam się jednolita kolorystycznie 😉 . Czułam, że na twarzy mam tonę martwej skóry i czekałam cierpliwie na jej usunięcie. Zaczęły mi już przeszkadzać powiększające się wągry, fuj były nieciekawe. Po przejściu całego procesu oczyszczania zalecane jest usunięcie martwej skóry za pomocą myjki, szmatki wyłącznie czystą wodą, żadnym myjącym preparatem. Przystąpiłam więc do zabiegu. Namoczyłam lnianą, czystą ściereczkę w wodzie i zaczęłam delikatnie pocierać nią twarz. Jakież było moje zaskoczenie jak spojrzałam na szmatkę. Cała brązowa i brudna ale twarz…. Naprawdę to było przeżycie, cofnęłam się w czasie 🙂 . Moja buzia była gładka, delikatna, sprężysta, zaróżowiona jak w czasach dzieciństwa. Po prostu zdrowa. Te zaskórniki pod wpływem tarcia wyszły, to skóra po prostu się oczyszczała. Niesamowita sprawa. Łał jak wielkie nic nierobienie może przysporzyć radości i dumy, że wytrwałam. Tak byłam dumna, bo nie jest to takie proste. Pokusa umycia się i nałożenia czegokolwiek na twarz jest ogromna. To nałóg, naprawdę. Na tym żerują koncerny kosmetyczne.

Po pomyślnym zakończeniu eksperymentu pojawiło się pytanie – Co dalej? Według informacji, jeśli chcemy myć twarz trzeba to robić wyłącznie wodą, żadnymi żelami, olejami naturalnymi czy też nie- SAMA WODA! Na dzień dzisiejszy /eksperyment przeprowadzałam przez cały październik/ twarz myje jedynie wówczas gdy czuje taką potrzebę i tylko wieczorem. Rano absolutnie nie . Jeśli nie robię makijażu to nie myję wcale, średnio wychodzi 2 lub 3 mycia w ciągu tygodnia. Teraz niestety mamy okres grzewczy więc czasem nakładam nierafinowane masło shea i serum z wit. C  ewentualnie przetrę hydrolatem lipowym. O wszelkich hydrolatach zamiast toniku do twarzy pisałam w artykule pt: Hydrolaty kwiatowe zamiast toniku do twarzy„.

Niestety o pozytywnych efektach pogrubienia skóry pod oczami mogę pomarzyć. Lubię nakładać makijaż na oczy lub też sam tusz na rzęsy a to się wiąże z  jego obowiązkowym zmyciem. Nie da rady wówczas pominąć skóry pod oczami. Muszę się jednak z tym pogodzić gdyż nie jestem w stanie zrezygnować zupełnie z pomalowanego oka, mogę jedynie ograniczyć make-up tych okolic  co z resztą czynię ale pełnego miesiąca bez niego sobie po prostu nie wyobrażam.

Reasumując moja obecna pielęgnacja skóry twarzy wygląda następująco:

  • nie stosuję podkładów, fluidów ect. Czasem tuszuję niespodziankę korektorem, pociągnę twarz naturalnym, transparentnym, sypkim pudrem jedwabnym i odrobiną różu, który zmywam wieczorem wyłącznie wodą lub ekologicznym hydrolatem lipowym
  • nigdy nie myję twarzy rano, nawet nie mam takiej potrzeby
  • dla natłuszczenia i ochrony twarzy stosuję nierafinowane masło shea /jak czuję potrzebę tzn. wzmożoną suchość/
  • od czasu do czasu nakładam serum z witaminą C dla wyrównania kolorytu. Działa on również na moją skórą antybakteryjnie
  • bywają dni, że w ogóle nie ruszam twarzy
  • raz na miesiąc a nawet rzadziej robię naturalny peeling enzymatyczny z bromelainą aby wykurzyć zaskórniki, których i tak jest coraz mniej w sumie nie robiąc nic.

I to póki co wszystko!

Nie dość, że oszczędzam mnóstwo kasy wydawanej wcześniej na kremy, które pogarszały tylko stan mojej cery i CZASU  na bezsensowną pseudopielegnację to jeszcze mam ładniejszą i zdrowszą cerę. Z początkiem wiosny po okresie grzewczym, zamierzam znowu zrobić miesięczny detoks twarzy. Zobaczę jakie wówczas będą efekty.

A co z ochroną przeciwstarzeniową /anty anging/? 

No cóż jeśli chodzi o kremy i inne przeciwzmarszczkowe cuda wianki to i tak pic na wodę, kremy z filtrami to samo zło, nie dość że szpikujemy się obcymi tkankowo substancjami to jeszcze blokujemy możliwość wytwarzania przez organizm witaminy D, której niedobór w naszej szerokości geograficznej posiadamy raczej wszyscy. Zamiast łapać rozsądnie i zdrowo życiodajne promienie słoneczne to my uciekamy i chronimy się przed nim jakby było wrogiem nr 1. Ogromny błąd. Filtrów nie stosuję od roku i lepiej mi z tym. Naturalne filtry zawiera masło shea czy olej kokosowy i nie trzeba wcale sięgać po te kupne. Trzeba po prostu rozsądnie korzystać ze słońca i żadnej krzywdy ono nam nie wyrządzi, za to może obdarować swoją cudowną energią.

Obywałam się bez filtrów całe lato i to przebywając prawie cały czas na zewnątrz, nie stroniąc od słońca i jakoś mnie nie spaliło, nie spowodowało pczedwczesnych zmarszczek czy co tam jeszcze. Więcej złego wyrządziły mi wszelkie kremidła, fluidy, żele do mycia i inne drogeryjne dziadostwa. Kocham słońce a jeśli mnie już faktycznie zmęczy wówczas się chowam. Jednak są to pojedyncze dni w roku, no cóż taki mamy klimat…

Wracając do ochrony uważam, że najważniejsza jest prewencja wewnętrzna. Wspomaganie produkcji kolagenu w organizmie to priorytet a pomocnym w jego syntezie jest np. posiadający cudowne właściwości zakwas buraczany. Trzeba robić wszystko co możliwe aby organizm był zdrowy i prawidłowo funkcjonował bo to jest podstawa profilaktyki anty aging nie smarowanie się czymkolwiek. Owszem można nawilżać naskórek ale nie drogeryjnym badziewiem z parabenami czy innym cholerstwem. Bo jak nie to, to wsadzą w skład coś innego równie a może znacznie bardziej szkodliwego. Czasami można wspomóc się naturalnymi maseczkami.

Jest wiele pokarmów mniej lub bardziej zalecanych jako opóźniających starzenie. Ja uważam jednak, że wszystko zaczyna i kończy się na jelitach i to o nie należy szczególnie zadbać i o ich prawidłową florę bakteryjną a reszta się ułoży. Wiadomo, że dieta i to co wkładamy to ust ma kolosalne znaczenie. Jeśli jelita prawidłowo funkcjonują a my dostarczamy naszemu organizmowi wszelkich niezbędnych makro i mikroelementów, nie chorujemy, nie cierpimy na depresje, wolniej się starzejemy, jesteśmy radośniejsi i szczęśliwsi a w konsekwencji piękniejemy. Nie ma bata, to musi zadziałać. Jedno małe- ale, droga do takiego stanu łatwa nie jest, jednak jak pokonamy przeszkody, profity nie dadzą długo na siebie czekać.

Trochę wykroczyłam poza główny temat, niemniej jest to powiązane ze stanem cery. Zaniedbania żywieniowe, nałogi, stres, brak snu odbijają się przede wszystkim na twarzy. Szarość, podkrążone oczy, ziemistość, trądzik to wszystko pochodzi od środka. Aby detoks twarzy był efektywny bezwzględnie należy połączyć go z detoksem całego organizmu a przynajmniej zacząć wdrażać zdrowe nawyki dietetyczne do swojego życia.

Jeśli nie brak ci ciekawości i lubisz wyzwania a zarazem pragniesz polepszyć stan swojej cery włącz tryb jaskiniowca! To nic nie kosztuje a jeśli cierpliwie zniesiesz chwilowe uniedogodnienia  możesz zostać mile zaskoczony. Caveman regimen jest faktycznie dla ludzi zdeterminowanych i chcących zmienić coś w swoim życiu. Oprócz metody jest to również pewnego rodzaju wyzwanie, które ja podjęłam i jestem dumna z siebie, że wytrwałam do końca czego i wam życzę trzymając kciuki.

Jeśli macie jakieś bardziej szczegółowe pytania odnośnie metody zapraszam do kontaktu lub w komentarzach. Mam już w tej kwestii doświadczenie praktyczne i z chęcią odpowiem na wszelkie pytania 🙂 .