Leczenie umysłem – wylecz się sam!

Leczenie umysłem – brzmi niewiarygodnie, prawie jak z filmu SF ale może okazać się pomocne w samoleczeniu nawet z poważniejszych chorób. Cuda medyczne znane są nawet medycynie konwencjonalnej i nie są to jakieś bajki. Każdy organizm posiada właściwości samoleczące co potwierdza szereg doświadczeń z zastosowaniem placebo.  Wiele cudów ozdrowieńczych nawet z rzekomo nieuleczalnych i śmiertelnych nowotworów zdarzało i zdarza się na całym świecie. Choć samo zjawisko nie jest jeszcze dobrze zbadane, istnieniu takiego nie ma co przeczyć. Moim zdaniem warto rozwijać w sobie tę umiejętność, zważywszy na otaczające nas z każdej strony oszustwo medyczno-farmaceutyczne.

Oprócz konwencjonalnej terapii, stosowania metod naturalnych, leczenie umysłem może wspomóc walkę z chorobą. Nie zamierzam pisać o czymś o czym nie mam pojęcia. Leczenie umysłem akurat jest mi dobrze znane i mam bardzo pozytywne doświadczenia z nim związane m.in. uleczyłam się z męczącego zapalenia stawu ramiennego.

Pewnej pięknej wiosny dopadł mnie ból stawu ramiennego i trwał dobre pół roku. Od lekarza otrzymałam receptę na leki przeciwzapalne i zwiotczające mięśnie. Brałam je jakiś czas, pomagały na chwilę potem ból nawracał. Nie wróciłam jednak do leków gdyż zbyt wiele zaobserwowałam u siebie skutków ubocznych łącznie z dusznościami. Były to jeszcze czasy kiedy nie byłam na tyle świadoma żeby wziąć sprawę we własne ręce lub choćby się wspomóc. Zdałam się w zupełności na lekarzy no i zawiodłam się w sumie to nie pierwszy raz.  Jak wiadomo medycyna akademicka zajmuje się przede wszystkim leczeniem objawowym a nie przyczynowym. Rzecz jasna, że osiągnięcia medyczne naszych czasów są ogromne i  wielu ludzi na tym skorzystało, szczególnie w kwestii ratowania życia w nagłych przypadkach jednak jest i ciemna strona.

Tak więc po lekowej nieskutecznej terapii znalazłam się w punkcie wyjścia. Wpadłam więc na pomysł aby codziennie przed snem wizualizować sobie armię walczących wojowników ze stanem zapalnym. Ci wojownicy to ciała odpornościowe organizmu. Skierowałam je dokładnie na źródło bólu, które miało postać potworków. I tak odbywała się w mojej głowie /i nie tylko/ walka układu odpornościowego ze stanem zapalnym. Dodatkowo ćwiczyłam sobie delikatnie to ramię. O dziwo a może i nie, po miesiącu po zapaleniu nie było śladu!!

Próbuję tej metody na co dzień, w sumie nie choruję a jak zachoruję to radzę sobie bez lekarza. Oczywiście jest to mój własny wybór i nikogo nie zachęcam do olewania leczenia konwencjonalnego. Podpowiadam wyłącznie czym można się wspomóc. Taka wizualizacja na pewno nie zaszkodzi a może pozytywnie nas zaskoczyć. Jednak jest pewna duża przeszkoda, w to trzeba uwierzyć, wczuć się i poluzować wszelkie hamulce. Nie każdy to potrafi. Przydaje się tu nauka relaksacji i medytacji. Niezwykle pomocna jest również joga.

Poniżej podzielę się z moja autorską metodą leczenia umysłem.

1.Wprowadź się w stan relaksu, najlepsze efekty osiąga się bezpośrednio przed snem ale dla wzmocnienia działania można to powtarzać kilka razy w ciągu dnia. W stan relaksu łatwo wprowadzić się kontrolując oddech, rozluźniając przy tym po kolei wszystkie mięśnie. Pozycja również jest dowolna. Można leżeć, usiąść po turecku czy w pozycji kwiatu lotosu, po prostu jak wygodniej.

2.Przy zamkniętych powiekach zlokalizuj swoją chorobę, dolegliwość, źródło bólu

3.Wyobraź sobie tę chorobę np. w postaci rozsypanego śmietnika. W sumie co sobie wyobrazisz zależne jest od rodzaju problemu. Np. duszności można wyobrazić sobie jako wodospad brudnej, klejącej cieczy. Każdy to robi według własnego uznania i wyobraźni. Tu nie ma reguł.

4.Swoje ciała obronne wyposaż w broń i naprowadź je na stan chorobowy. Walcz w wyobraźni, możesz sobie obierać różnorodne strategie dla urozmaicenia. Im bardziej się wczujesz tym lepsze będą efekty a zabawa przy tym jest przednia.

5.Stosuj tę metodę jak długo chcesz, cierpliwość i wiara popłaca.

leczenie umyslem

Leczenie umysłem nie jest jakaś magią. Przez powyższe działania aktywizują się siły obronne organizmu i zaczynają zwalczać zagrożenie. Dodatkowo umysł podpowiada gdzie zlokalizowany jest wróg. Terapia ta skuteczna jest w przypadku gdy wiemy co i gdzie nam dolega. Doskonale sprawdza się również w zwalczaniu wszelkich historii bólowych.

Oprócz wizualizacji na co dzień trzeba roztaczać wokół siebie aurę zdrowia. Tak naprawdę wiele dzieje się  na szczeblu podświadomym. To też można w sobie wyrobić. Zamiast doszukiwać się na siłę jakichkolwiek chorób i zagrożeń wokoło stwórzmy sobie własny, przyjazny świat bez bólu, chorób itp. Jest to pewnym wytłumaczeniem, że ludzie którzy nie przejmują się pierdołami, są pozytywnie nastawieni do świata żyją znacznie dłużej niż ci wiecznie zamartwiający się czy upatrujący niemalże wszędzie widmo katastrofy czy choroby. Czasem niestety, dobrym posunięciem  jest eliminacja toksycznych osobliwości ze swojego otoczenia. Gorzej jak jest to niemożliwe. Wówczas pozostaje wspólna praca nad zdrowym podejściem do życia.

Oczywiście w żadnym wypadku nie lekceważymy realnych zagrożeń i objawów. Trzeba nauczyć się je rozróżniać. To podstawa świadomej egzystencji.

Metoda ta nie wiąże się ze skutkami ubocznymi, w połączeniu ze świadomym życiem i zamieniona w nawyk z pewnością przyniesie wymierne i długotrwałe efekty. Każdy radzi sobie jak może. Lepiej zacząć wcześniej bo potem może okazać się za późno. Jednak uważam, że walczyć należy do końca z wykorzystaniem wszelkich dostępnych metod. Jeśli nie ma nadziei wszystkiego warto spróbować, gdyż do stracenia i tak nie ma już nic. Brzmi smutno i nikt nie chce mierzyć się z takimi dylematami. Dlatego też tak ogromnie ważna jest profilaktyka i nie hołdowanie postawie typu „jakoś tam będzie”.

Ma być dobrze, zdrowo i szczęśliwie 🙂 !!