Co może zabić szybciej niż nałogi? -
nałogi

Co może zabić szybciej niż nałogi?

Generalnie większość z nas uważa, że zdrowa dieta, systematyczna aktywność fizyczna, brak nałogów to recepta na długowieczność. I w pewnym sensie tak jest ale żeby nie było zbyt prosto zawsze coś trzeba zagmatwać. Człowiek to dziwna istota i oprócz mięsa, z którego się składa posiada jeszcze centralny komputer, który zarządza tą całą fabryką. Tak więc myśli, uczucia, emocje, stany to jest to co nas kształtuje. Owszem można wpływać i na to pewnymi substancjami /np. poprawiać nastrój czekoladą czy nawet leczyć depresję witaminą D3/ jednak istnieje również coś nieuchwytnego co czyni z nas właśnie „NAS”

Pewnie nie raz zastanawiała Cię kwestia jaźni, świadomości…Tego już raczej nie kształtuje pożywienie. W wielu kulturach nazywana jest również „duszą” i jej nie da się niestety niczym oszukać. Powiedzonko np. „tak w duszy gra” jest w gruncie rzeczy całą kwintesencją tego co chcę tutaj wyartykułować a co przychodzi mi z pewnym trudem, ponieważ każdy ma inne wyobrażenie tego tematu i możemy się nie zrozumieć.

Dobra, mamy sobie duszę, która wysyła pewne sygnały jak pragnie żyć, jakie ma aspiracje, co lubi robić, co sprawia jej przyjemność i takie tam inne. Czemu lubi akurat „to” a nie „tamto” jest zagadnieniem bardziej filozoficznym, światopoglądowym i religijnym i w tym wpisie ominę ten aspekt. W niektórych religiach może chodzić np. o przepracowanie karmy, o przeznaczenie czy tp.

Bez względu na to jak zdrowo się odżywiasz, ile uprawiasz ruchu na świeżym powietrzu, zdrowego seksu, to jeśli będziesz zagłuszać sygnały płynące ze swojego wnętrza na nic się zda trud walki o długie i szczęśliwe życie. Jedno przeczy drugiemu. Nie można być po prostu szczęśliwym wbrew sobie.

Spójrz prawdzie w oczy. Bywają osoby, które nie odżywiają się zdrowo, nie przepadają za ruchem, ćmią cygara, popijają alkohol, nie stronią przy tym od innych nałogów a świetnie się trzymają i nierzadko dożywają sędziwego wieku w dobrym zdrowiu i jasności umysłu. Owszem nie jest to częste ale zdarza się. Istnieje wiele czynników mających na to wpływ jednak przyglądając się bliżej takim osobom można dostrzec pewne cechy wspólne.

  • życie w zgodzie ze sobą
  • naturalność zachowania bez udawania
  • szczerość
  • wesołe usposobienie- śmiech to zdrowie
  • pewność siebie ale nie arogancja
  • nie zamartwianie się pierdołami typu mandat za złe parkowanie albo coś w ten deseń
  • otaczanie się kochającymi ludźmi

To są tylko niektóre cechy ale chciałam bliżej zatrzymać się nad zagadnieniem samotności.

Wpływ samotności na długowieczność

nałogi

Skutki samotnego życia zostały poddane nawet badaniom naukowym. Naukowcy odkryli, iż życie w dużych, wielopokoleniowych społecznościach, gdzie można liczyć wzajemnie na siebie, gdzie członkowie wspierają się, bawią  wspólnie, urządzają wiele przyjęć, spędzają wspólnie wolny czas, gdzie nikt nie jest pozostawiony sam sobie na pastwę  losu – jest prawie wolne od stresu. Natomiast stres u osoby samotnej podwyższa poziom kortyzolu /hormony stresu/, aktywuje współczulny układ nerwowy, podnosi tętno, ciśnienie krwi, powodując tym samym obniżenie odporności organizmu i w następstwie m.in choroby serca i inne przypadłości. Samotność według danych medycznych jest związana z większym ryzykiem zachorowań niż różne nałogi.

Ma to sens, gdyż osoby żyjące w większych społecznościach rozkładają swój stres również na towarzyszy i razem sobie z nim radzą, natomiast osoba samotna jest z nim zupełnie sama.

Nie jest to oczywiście regułą. Bywają i długowieczni pustelnicy, którym najlepiej jest wyłącznie w swoim towarzystwie. Często jednak takim pustelnikom towarzyszą zwierzęta, które równie dobrze mogą zastąpić innego człowieka. Dlatego też towarzystwo zwierzaka w życiu niezmiernie pomaga. Istnieje wiele pięknych historii o przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Gorąco mogę polecić np. film oparty na faktach pt:Mój przyjaciel Hachiko”.

Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt. W mojej menażerii jest pies, rybki, chomiki, ptaki. Dzięki mojej suni np. wiele trudnych chwil stawało się łatwiejszymi. Głaskanie pupila to obopólna przyjemność i korzyść jednocześnie. Takie działanie relaksuje, łagodzi napięcie nerwowe, uspakaja. Podobnie /choć brak w tym przypadku bezpośredniego kontaktu/ obserwowanie pływających ryb w akwarium.

Jeszcze gorszą i bardziej destrukcyjną jest moim zdaniem „samotność wśród ludzi”. To specyficzny rodzaj samotności, który wykańcza i wypala jeszcze bardziej. Mimo, że jesteś wśród ludzi to i tak czujesz się samotnie. Takie bywają też małżeństwa gdzie partnerzy są ze sobą ze względów materialnych, dla dzieci czy tp. Wbrew pozorom to bardzo częste przypadki.

Stres, nerwice, depresje

Podobnie działają jak samotność. Stres związany z pracą,sytuacją finansową, psychiczne problemy zdrowotne takie jak nerwice, depresje, niepokój, stany lękowe – to wszystko wykańcza i skraca życie. Ważne przy tym jest jakim typem jesteś czy pesymistą, czy optymistą. Optymiście jest łatwiej, gdyż koncentruje się na światełku w tunelu a nie ciemnej dziurze. Niemniej i tak do końca nie jest chroniony przed zgubnym wpływem stresu i jemu pochodnych.

Brak celu, spełnienia, zależność od innych

Działając wbrew własnemu „Super Ego” czynisz sobie niewiarygodna krzywdę, za którą słono zapłacisz. Często się tak dzieje gdy ktoś chce zaspokoić ambicje innych np. syn chce zadowolić ojca i zamierza zostać lekarzem tak jak ojciec sobie tego życzy. Podświadomie marzy natomiast o byciu kucharzem. Tak działając, powoli zabija siebie. Prawdziwa natura i tak da o sobie znać ale może być już za późno, a dorosły już człowiek jest frustratem niezadowolonym z życia mimo, że powierzchownie wszystko wygląda cacy.

Cel to motor życia

Często rozmyślam nad istotą i sensem życia więźniów w obozach koncentracyjnych. Tak bardzo zależało im na przetrwaniu, że mimo nieludzkich warunków, głodu, brudu, chorób, tortur, wszechogarniającej beznadziei i cierpienia – wielu i tak przeżyło. To jest właśnie ten cud życia.

Jeśli nie masz celu to już umarłeś. Tak jest i kropka. Nie rozwodzę się tutaj nad rodzajem celów bo to indywidualna sprawa. Jeden pragnie tańczyć, drugi mieć gromadkę dzieci a trzeci być wolontariuszem w Afryce.

Spełnienie to jeszcze inne zagadnienie niż cel. Nie wiadomo czy jest to w ogóle pojęcie realne czy aby istnieje pełne spełnienie. Wchodzę znowu na grunt religijny, gdyż pełne spełnienie kojarzę z nirwaną a taki stan nie jest raczej osiągalny dla większości. Dla zdrowotności jednak nie trzeba wypływać na aż taki głębokie wody spełnienia. Wystarczy, że jeśli czujesz, iż to co robisz jest zgodne z Tobą, Twoim sumieniem, interesuje Cię, jesteś w tym swobodny i daje Ci to zadowolenie – to z czystym sumieniem możesz stwierdzić, że się spełniasz.

Spełnienie rozpatruje się również na wielu gruntach np. spełnienie jako rodzic, kochanek, zawodowo, finansowo, hobbystycznie ect…

Wiadomo, najlepiej być spełnionym we wszystkim…

Nałóg nałogowi nierówny

To co teraz chcę przekazać stanowi od dawna temat moich rozważań. Często zastanawiam się czy dany nałóg wpływa w jednakowym stopniu szkodliwie na 2 osoby z różnym podejściem.

1 osoba pali papierosy gdyż jest uzależniona od nikotyny o czym doskonale wie. Zdaje sobie również sprawę ze szkodliwości palenia i każdorazowo po sięgnięciu po papierosa obiecuje sobie, że to ten ostatni raz, co oczywiście mija się z prawdą. Jest zbyt słaba żeby rzucić palenie, choć doskonale zdaje sobie sprawę z jego negatywnych konsekwencji.

2 osoba natomiast to mający wszystko gdzieś delikwent, który pali bo lubi jak twierdzi i nie zamierza rzucać. Przy tym ma głęboko w tyłku szkodliwość palenia. Warunek jest taki że takie przeświadczenie jest w 100% prawdziwe i płynie z głębi duszy a nie udawane na pokaz.

Która z tych osób będzie miała większe szanse na dłuższe życia zakładając, że inne czynniki są takie same?

Ja sądzę, że ta druga. Mózg nie odbiera  sygnałów, że to co robi jest złe, co dodatkowo tworzyłoby poczucie winy, która sama w sobie jest zabójcza. Nie dość więc, że tak jak w przypadku osoby pierwszej i drugiej również, powstaje stres antyoksydacyjny związany z paleniem to jeszcze na dokładkę stres z poczucia winy występuje wyłącznie już tylko u osoby pierwszej.  Mam nadzieję, że to jest jasne…

Wiadomo, że najlepszą opcją jest nie palić, cieszyć się z tego i mieć głębokie przeświadczenie że czyni się ok. Takich szczęśliwców nie ma jednak wielu a przynajmniej wśród byłych palaczy.

O co więc w tym wszystkim chodzi?

Podsumuję  moje przydługawe wywody przykładem dla lepszego zobrazowania.

Jest Ktoś A, który pije, pali, niezdrowo się odżywia, większość dnia leży na kanapie z pilotem w ręku ale za to znajduje się w cudownym, szczęśliwym małżeństwie. Jest otoczony kochającą,  szczerą rodziną, ma wielu wspaniałych przyjaciół, lukratywne, dochodowe i interesujące go zajęcie, poczucie celu życia, spełnienia, zdrowe życie duchowe, twórcze itp.nalogi

Natomiast Ktoś B zdrowo się odżywia, trenuje, nie posiada żadnych nałogów za to jest samotny, nie ma życia towarzyskiego, duchowego, seksualnego, jest nieszczęśliwy we wszystkich innych aspektach życia bo praca, którą wykonuje nie przynosi satysfakcji itp. to mimo wszystko ma mniejsze szanse na dłuższe życie.

To są dwa przeciwstawne bieguny. Ty nie musisz stać na żadnym z nich bo nie o to mi chodzi. Chcę zwrócić jedynie uwagę, że nie można skupiać się na jednej części a traktować zagadnienie szeroko i całościowo. Pojedyncze szczegóły rozpatrywane w oderwaniu od reszty mogą zamazać prawdziwy obraz i zniekształcić rzeczywistość, przez co szybko możesz się pogubić w tym co trzeba, należy a co dobre, właściwe czy słuszne. Często zdarza się, że to co dobre dla innych, Tobie nie służy. To również trzeba przewidzieć.

Nałogi zabijają powoli /chyba, że jednorazowo się przesadzi/  i często wiążą się z odczuwaniem przyjemności, jakkolwiek to brzmi. Natomiast samotność, nerwice, depresje, brak celu i spełnienia potrafią szybko wypompować z człowieka wszelką radość, energię, chęć do życia. Można tak żyć i latami ale to już wyłącznie wegetacja, którą niektórzy sami przerywają.

Nic na tym świecie nie jest oczywiste, nie ma złotych środków i cudownych recept. Najważniejszą jednak umiejętnością jaką każdy powinien posiąść jest nauczenie się rozmawiać z najważniejszą osobą w swoim życiu czyli z SAMYM SOBĄ!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Informacje zawarte na blogu są moimi subiektywnymi dociekaniami, obserwacjami i z chęcią się tym dzielę.

Dodaj komentarz

21 komentarzy do "Co może zabić szybciej niż nałogi?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
u
Gość

Zgadzam się całkowicie. Jestem przykładem osoby, którą samotność prawie zabiła. Pozdrawiam serdecznie

Piotr
Gość

Wiele osób najlepiej wspomina wczesne dzieciństwo. Nie miało się wtedy wielu potrzeb materialnych. Wystarczyło słońce nad głową i zabawy na podwórku. Jednak z czasem pojawia się szkoła a ty dowiadujesz się, że musisz mieć piątkę z matematyki, fizyki, chemii itd. Natomiast dotychczasowa radość to bzdura i trzeba dorosnąć. Liczą się wyniki, najpierw w ocenach, później w zarobkach. I ciągłe porównywanie się z innymi.

aad
Gość

Ja tak mam mieszkam sam zagranica bo mam cel odlozyc hajs na cel, ale jestem sam, pamietam jak przyjechalem do PL i zaznalem bliskosci wynikajacej z seksu, odrazu czulem sie inaczej.

Polimama
Gość

Najszybciej potrafi zabić toksyczny związek, wiem coś o tym bo byłam w takim i do teraz zaleczam rany…

Izabela
Gość

Wszystko składa się na jedną całość… 🙂

Grzegorz Deuter
Gość

Nie tylko nauczenie się komunikacji z samym sobą ale i akceptowanie i pokochanie samego siebie jest ważnym aspektem 🙂 Świetny wpis.

bastalena
Gość

„Mój przyjaciel Hachiko” ryczałam na tym filmie. A przyznam, że trudno doprowadzić mnie do łez 🙂
pozdrawiam serdecznie!

Anita M
Gość

Ciekawy post. Dodam od siebie, że jedną z ważniejszych rzeczy jest słuchanie swojego wnętrza i dążenie do równowagi: umysł – dusza- ciało.

Marlena Puchalska-Zaguła
Gość

Zgadzam się – szczególnie w kwestii celu w życiu 🙂 Pamiętam jak bezcelowe były pierwsze tygodnie po urodzeniu dziecka, właściwie zajmowałam się tylko Synkiem. Dopóki nie wróciłam do ciągłego rozwoju i nauki kilka razy popadałam w depresję.

Wojak
Gość

O tak szczególnie jeśli chodzi o nałogi to wielka prawda. Dlatego jeden choruje a drugi nie…

Dagafox
Gość

Świetny post! Zgadzam się z tym w 100% i mam podibne obserwacje. Pozdrawiam! 🙂

wpDiscuz