Ropomacicze u mojej suni - tak bardzo się o nią boję...

Ropomacicze u mojej suni – tak bardzo się o nią boję…

Ropomacicze – tak wet zdiagnozował chorobę mojej suni po usg. Tylko natychmiastowa operacja, która miała nastąpić dnia następnego mogła uratować jej cenne życie! Nigdy nie słyszałam o czymś takim. Ale teraz miałam usłyszeć i to jak…Nie mogę spać, jestem na skraju wyczerpania nerwowego. To jest właśnie ta największa wada posiadania swojego ukochanego zwierzaka. Za bardzo człowiek się zżywa z psinką. Już kiedyś straciłam suczkę, również sznaucerkę miniaturową. Uciekła bidulka i wpadła pod samochód a gnój nawet się nie zatrzymał.  Na zwykłej, miejskiej drodze gdzie widnieje ograniczenie prędkości do 40 km/h, gdzie jest szkoła i biega mnóstwo dzieciaków. Skąd się biorą takie ciule?? Z chęcią złapałabym takiego cymbała i za jaja powiesiła na drzewie. Bo to był facet i zapieprzał nieprzepisowo. Testosteron całkiem zrył mu czachę, a może jeszcze jakiś alkohol czy narkotyki. Nie miałabym skrupułów, myślcie sobie co chcecie ale tacy „ludzie” to plama na honorze homo sapiensów i nie mam zamiaru dopatrywać się jakiegoś uzasadnienia w jego tępym i niebezpiecznym zachowaniu.

To jednak było dawno, rany mi się zabliźniły i pojawiła się w domu nowa suczka

Jakaż inna od tamtej. Grzeczna, przywiązana, nie uciekała nagminnie. Obu nadałam to samo imię.

A dzisiaj trzęsę się o tę drugą. Jest z nami od 10 lat. Chodzi za mną krok w krok, wszędzie, do kibelka, kuchni, jak cień. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jest 2 w nocy, sunia ma mieć operację o 11.30, pewnie oka nie zmrużę sprawdzając, czy oddycha. A niech tam, najważniejsze żeby była w miarę wypoczęta. Wsłuchuję się w każdy jej oddech, zaglądam czy żyje. Nie potrafię inaczej, nie umiem. Wiem, że nie mogę okazywać jej mojego niepokoju ale jak to zrobić? Udawać? Psa tak łatwo się nie oszuka. Póki co malutka śpi ale cały dzień wymiotowała. Rano dostała antybiotyk . Jak wychodziła na ogród, to już tam zostawała, siadała i nie wracała…Za każdym razem musiałam po nią wychodzić i na rękach przynosić ją do domu. Strasznie to przygnębiające. Przez cały dzień co wypiła, zwymiotowała. O jedzeniu nie wspomnę, nic dzisiaj nawet nie ruszyła . A zawsze rzucała się na jedzenie, biegała po ogrodzie, szczekała i goniła koty. Tym razem cisza, ciemność i smutek wszechogarniający. Modlę się o jej zdrowie, o powodzenie operacji. Ona jest już tak osłabiona, ale to dla niej jedyny ratunek. Jeszcze tylko kilka godzin…Dla mnie najstraszniejszych…

Boże czemu tak trudno sobie z tym poradzić?

Już wiem dlaczego…Bo pies kocha ot tak po prostu, szczerze bez względu czy jesteś biedny, bogaty, krzywy, brzydki, kaprawy, garbaty, mądry, głupi, chudy czy gruby.

Czyż nie powinniśmy się uczyć od nich miłości?


Ich oczy mówią same za siebie, gesty, zachowania, po prostu całokształt…

Nie jest to dobre, że nie śpię. Muszę mieć siły aby zaopiekować się nią po operacji a nie słaniać na nogach. Ale żeby tak łatwo za pstryknięciem palca można było odpłynąć w krainę snów. Ona co chwilę się przebudza i pije. Dobrze, że pije.  Od jakiejś półtorej godziny nie wymiotuje więc organizm będzie miał szansę się nawodnić, choć trochę, troszeczkę…Będzie to jej potrzebne.

O nie, jednak wypiła łapczywie całą miskę wody i wszystko poszło…


Już po operacji. Miałam okazję zobaczyć co zostało z niej wyciągnięte

Oszczędzę jednak tutaj takich szczegółów. Nic przyjemnego ani pięknego…Jest kilka godzin po zabiegu a ona ledwo zipie. Jeden sukces za nami. Przeżyła operację, teraz trzeba czekać jak organizm sobie poradzi. Czeka mnie kolejna bezsenna noc bo jak tu zasnąć jak non stop nasłuchuję czy psina oddycha.  Sunia nie chce pić co bardzo mnie martwi. Bezpośrednio po operacji oddała mocz ale „wypiła” całą kroplówkę.  Teraz nie chce wcale pić. Zwymiotowała do tego czymś zielonym. To akurat normalny objaw po narkozie i lekach. Rano jedziemy do weta  po antybiotyk, leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Żeby tylko przeżyła tę koszmarną noc…

W końcu wypiła łyk wody, nie może pić zbyt dużo aby nie wymiotować. Przez cały czas bacznie ją obserwuję. Już tyle łez wylałam patrząc na jej cierpienie ale nie możemy się poddać. Obie. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i to takimi prawdziwymi od serca, na dobre i złe.


Na szczęście przeżyła noc, rano otrzymała antybiotyk i leki. Pije ale niestety nie chce jeść. Jeżeli nie zje do niedzieli, w poniedziałek jedziemy na kroplówkę. Bidulka oddaje mocz pod siebie. W domu mam lecznicę. Na szczęście mam mnóstwo prześcieradeł więc jest co wymieniać. Pralka chodzi non stop. Jednak ja zrobię wszystko bez żadnego jęczenia aby tylko Migocia wyzdrowiała. Robię to z ogromną przyjemnością i jak widzę, że jej stan zdrowia się poprawia to i ja się raduję. Jednak nie robię tego samodzielnie. Wielką pomoc otrzymuję od swojej córci Konstancji, której bardzo za to dziękuję.

Jest już prawie tydzień po operacji

Na szczęścia sunia szybko doszła do siebie. Myślę, że to dzięki wkrapianiu jej na siłę do pyszczka specjalnej mieszanki dla psów po operacji. W sobotę podaliśmy jej tego całą miseczkę a w niedzielę już stanęła na nogi. Przy tym dostała tak wilczego apetytu, że jedzonko musiałam dawkować jej małymi porcjami na ten biedny wygłodzony brzuszek. Obecnie jest radosna, doszła do swojej pierwotnej wagi a nawet ją przekroczyła a to po prostu z naszej radości bo podsuwamy jej wszelkie frykasy i ona to wykorzystuje. Po chorobie jednak nie chce pozostawać sama ani na chwilę. Piszczy gdy zniknę gdzieś na chwilę.Pozostało nam tylko zdjęcie szwów za kilka dni i będziemy razem biegać po łąkach i polach. Niestety jej choroba odbiła się na mnie, przez to bezustanne noszenie psinki wysiadł mi staw barkowy i boli jak diabli. Teraz ja jestem rekonwalescentem. Jak role mogą szybko się odwrócić…

Wyniosłam z tego ogromną naukę i mam nadzieję, że na przykładzie mojej kochanej psinki inne może nie będą tak cierpiały. Choroba jest bardzo podstępna. Migocia miała ropomacicze zamknięte i jedynym objawem były sporadyczne wymioty. Dopiero dwa dni przed operacją stała się pełnoobjawowa tzn. miała wzmożone pragnienie, uporczywe wymioty nawet po wypiciu wody, brak apetytu i bardzo dziwne zachowanie, po prostu bardzo ją bolało, nie mogła chodzić, poruszała się z trudem ale brzuszek miała miękki. Objawy bywają różne dlatego tak ciężko rozpoznać tę jednostkę chorobową. Suczkę trzeba obserwować po cieczce, i każde odstępstwo od normy nawet takie niewinne sporadyczne wymioty mogą być ostrzeżeniem. Choroba jest podstępna a jak już się rozwinie to może być za późno. W tym całym nieszczęściu szybka interwencja przyniosła całkowite wyzdrowienie.

Ten wpis /bo nie mogę go nazwać artykułem/ jest inny od wszystkich, do cna osobisty ale lżej było mi na sercu jak to przelewałam na łamy bloga. Nie dbałam o SEO, o nic nie dbałam, nie wiedziałam nawet czy ktokolwiek go przeczyta ale co tam. Przelałam swój ból i strach i trochę mi ulżyło. Musiałam być silna i dać suni wsparcie choćby swoją postawą. Takie sytuacje nieźle testują nasze emocje. Dla mnie to zawsze było i będzie trudne. To się chyba nazywa empatia bo czuję wszystkie dolegliwości małej. Tak mam. Nie daj Boże córka powie, że boli ją brzuch to i mnie zaraz boli. Ot tak z niczego.

Niełatwo żyć z takim „darem”…Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Informacje zawarte na blogu są moimi subiektywnymi dociekaniami, obserwacjami i z chęcią się tym dzielę.

  • Tak wiem, że są takie ale nie miałam ich w domu…A tak ciężko mi się wyrwać żeby je kupić. Jak tylko będę miała okazję rozejrzę się za nimi. Dziękujemy 🙂

  • Ja Cie rozumiem kochana. Mam 4 psy, 3 suczki i jednego pieska. Zawsze miałam psy, więc nie powiem, które były najukochańsze, bo po prostu kocham je wszystkie. Będzie dobrze, musi być, jestem z Tobą, wiem co czujesz. Nie ma wierniejszego przyjaciela niż pies. Szkoda,że swojej suczki nie wysterylizowałaś , ale teraz to nieważne. Trzymam kciuki.